środa, 7 sierpnia 2019

Superbohaterowie Marvela zbierz ich wszystkich!


Seria Marvel Ultimate Alliance powróciła po dekadzie niebytu na ekrany telewizorów i na ekraniki konsoli Nintendo Switch. Za trzecią odsłonę serii o podtytule Black order odpowiada studio Team Ninja. Czy trzecia odsłona dorównuje swoim poprzedniczkom z lat 2006 i 2009? A może je przewyższa?


MUA reprezentuje gatunek gier akcji RPG. Grywalne postaci opisuje szereg statystyk. Ponadto w grze znajdziemy mini encyklopedie, która opisuje bohaterów i ich miejsce w fabule. Opowieść składa się z dziesięciu rozdziałów. Główną osią opowieści są kamienie nieskończoności, które trafiają do rąk złoczyńców. Za wszystkim stoi szalony Tytan Thanos ( a jakże!) i tytułowe Czarne bractwo. Bohaterowie, którymi przyjdzie nam pokierować muszą odebrać cenne kamienie z rąk mrocznych sił. Każdy rozdział opowieści przedstawia nam dobrze znane lokacje i motywy z kart komiksów. Odwiedzimy Wieże Avengers, Wakande, Asgard i kilka innych. Możemy pokierować trzydziestoma dwoma postaciami. W przyszłości mają być dodawane kolejne. Wśród herosów znalazło się też parę postaci, które nieraz stawały po ciemnej stronie mocy. W trakcie gry kierujemy jedną postacią w towarzystwie czterech innych, możemy się między nimi przełączać w czasie rozgrywki. W specjalnych punktach zapisu możemy zmieniać skład drużyny. W trakcie trwania przygody dołączają kolejne postacie. Każdy znajdzie coś dla siebie. Jeżeli będziemy chcieli możemy pokierować drużyną Avengers lub X-men. Mamy też kilku bohaterów ze świata Spider – Mana. Mnie najbardziej cieszyły mniej popularni bohaterowie, tacy jak Elza Bloodstone, Ghost Rider, czy Psylock.


Sama mechanika nie zmieniła się względem poprzednich odsłon. Nadal toczymy epickie bitwy z szeregiem potężnych przeciwników, a na ekranie rozbłyskują ferie barw i wybuchów. Po pół godzinie gry przyzwyczaiłem się do tego przyjemnego chaosu. Od czasu do czasu rozwiążemy jakąś prostą zagadkę przestrzenną, ale przede wszystkim będziemy przeć przez falę wrogów. Każdy poziom ma odmiennych przeciwników. Czy będą to żołnierze Hydry, czy pomagierzy MODOKA będziemy musieli dobrać odpowiednią drużynę do walki. Każda z postaci dysponuje dwoma podstawowymi atakami i kilkoma umiejętnościami specjalnymi, które odblokowujemy w trakcie rozgrywki daną postacią. Dochodzą do tego tak zwane kryształy ISO, które zwiększają siłę rażenia poszczególnych postaci i dają dodatkowe możliwości bojowe. Ponadto, jeśli tylko chcemy, za zdobytą walutę możemy odblokowywać punkty obrony, siły i wytrzymałości. Mechanik do odblokowywania i ulepszania jest sporo. Gdy skończycie główną kampanię fabularną możecie na wiele sposobów podwyższać statystyki bohaterów i bez końca tworzyć swoje drużyny marzeń. Zabawy jest sporo. Główny tryb fabularny zajmuje kilka do kilkunastu godzin na wyższym poziomie trudności.


Ogląda i słucha się tego wszystkiego bardzo przyjemnie. Aktorzy głosowi bardzo dobrze odgrywają swoje role. Dialogi między postaciami są zabawne i brzmią naprawdę nieźle. Fabuła nie należy do wyszukanych, ale jest na tyle jasna i spójna, że śledzi się ją z zaciekawieniem. Muzyka, która nam towarzyszy, jest zróżnicowana i odpowiednio „bohaterska”. Jednym słowem pasuje do przygód Marvelowskiej drużyny.




Jeżeli jesteś fanem komiksowych światów i posiadasz Nintendo Switch, to warto MUA 3 poznać. Chociaż nie jest to gra, dla której warto kupować konsole. To po prostu nowe wydanie ze znaną z dwóch poprzednich części mechaniką. Powinniście się dobrze bawić jeśli oczywiście lubicie gry action RPG. Ale nie jest to w żadnym razie gra na miarę Spider – Mana na PS4, czy serii Batman Arkham.

Autor Dominik Kunat




środa, 22 maja 2019

Mój pierwszy raz z Braćmi Mario


Za nim charakterystyczny hydraulik o imieniu Mario pojawił się w grze platformowej ze swoim udziałem z 1986 roku, zaliczył występy w dwóch innych tytułach. Raz jako „Jumpman” ratował anonimową kobietę z rąk wielkiej małpy. W drugim tytule z kolei oczyszczał kanały wraz z bratem ze wściekłych żółwi, krabów i monet. Wtedy nic jeszcze nie zapowiadało, że Bracia Mario staną się jedną z ikon branży gier komputerowych, oraz marką rozpoznawalną w całej europie i ameryce. Moje pierwsze spotkanie z przyszłą ikoną miało miejsce na początku lat 90. dzięki…
 

…komputerowi Commodore C64. Na jednej z taśm magnetofonowych z nagraną setką gier natknąłem się na zmodyfikowaną wersję „Donkey Konga”. Miałem wtedy chyba osiem lat i gra zrobiła na mnie duże wrażenie. W sumie w wieku dziecięcym wiele gier z C-64 robiło na mnie wrażenie.

Wersja "Donkey  Konga" z C-64




Oryginalna wersja Nintendo


No i był jeszcze koszmarny film aktorski z Bobem Hoskinsem i Johnem Leguizamo w rolach głównych z 1993. Pamiętam, że widziałem tę mierną produkcje co najmniej parę razy. Jako dzieciak lubiłem bardzo film animowany, rozwijający wątki z gier, który co weekendy oglądałem na kablówce.



Dopiero gdy w połowie lat dziewięćdziesiątych nastała w Polsce era konsoli Pegasus, mogłem poznać gry z ośmiobitowego NES-a, na czele z legendarnym „Super Mario Bros”. Pamiętam, że w piątki po szkole biegłem do domu, rzucałem w kąt plecak i zasiadałem do tandetnej konsoli o groźnej nazwie „Terminator”. Na każdym kartridżu, na którym widniała nazwa 9999 in 1 musiała się znaleźć gra „Super Mario Bros” i jej rozliczne modyfikacje. Pierwszy raz z tytułem zetknąłem się u kolegi, który jako jeden z pierwszych na osiedlu posiadał Pegasusa i to ze sklepu a nie, jak to częściej bywało, z bazaru pod gołym niebem. Posiadał również legendarnego karta 168 in 1 na którym oprócz tytułów z wąsatymi braćmi znajdowała się kultowa „Contra” i wiele innych. Ale wróćmy do tematu wpisu.


Tytuł podzielony został na osiem światów. Każdy z nich składa się z czterech poziomów. Naszym zadaniem jest dotarcie do księżniczki imieniem Peach i pokonanie kilkukrotnie smoka. Nigdy do końca nie byłem pewien jakie uczucie łączy braci Mario z księżniczką. Czy ta blond niewiasta bardziej kocha Mario czy Luigiego. Weseli bracia przeżywają swoje przygody w baśniowym grzybowym królestwie, a może są to tylko halucynacje? Czy księżniczka jest kobietą, czy też grzybem pod postacią kobiety? Te i wiele innych niewygodnych pytań zadaje sobie po dziś dzień. Dopiero niedawno udało mi się przejść całą grę za sprawą Nintendo Switch online. Zresztą na Switchu można zagrać we wszystkie pierwsze odsłony gry, łącznie z arcytrudnymi Lost levels, nie oficjalną drugą odsłoną, która ma dość dziwną estetykę jak na tę serie i fenomenalną trójką. 


W ciągu trzydziestu lat ogrywałem tytuły z Mario na GameBoyu, porty na PC, bajecznie kolorowe odsłony na Super Nintendo. Na emulatorze parę razy zdarzało mi się grać w „Mario 64”, pierwszą odsłonę serii w pełnym 3D i otwartym światem. Moje doświadczenia na dzień dzisiejszy kończą się na tytułach: „Super Mario Odysei” i „Super Mario Deluxe”, nie licząc tytułów pokroju „Super Smash Brothers”, serii „Mario Kart” i gier gdzie bracia są tylko gośćmi. Na pewno jeszcze nieraz będę się dobrze bawił przy tytułach z grzybowego świata.

Ps: W ramach ciekawostki dodam, że Mario nie jest już hydraulikiem. przeszedł na zasłużoną emeryturę.

Autor:

Dominik Kunat